czerń.

chciałabym zrobić projekt, który pokazywałby świat depresji. ekran byłby czernią z bulgocącą, przelewającą się magmą, a w tle słyszelibyśmy wszystko – śmiechy, rozmowy, muzykę, wszystko za szybą. tylko jakiś automat pochodzący z magmy odpowiadałby: u mnie też wszystko super. świetnie, nie? idziemy na imprezę? o której wychodzimy? ja mogę dopiero po pracy.

przecież dokładnie tak jest.

rozsypuje mi się związek, rozsypują mi się przyjaźnie.

chciałabym czuć, że żyję. w związku jest tylko magma. rozmyte, ciepłe słowa. jakbyśmy byli znajomymi z internetu. na pewno nie jesteśmy już dwójką kochanków. myślę, że nie zasługuję już na to od nikogo na świecie.

nie potrafię skupić się na obecności w jakimkolwiek momencie. panicznie boję się wyjazdu. panicznie. uświadomiłam sobie, że od piątku muszę być na pełnych obrotach. nie starcza mi zupełnie obrotów, nawet jednego.

chcę iść do psychiatry. chcę pomocy. terapia nie pomaga. nie czuję, żeby zmieniało się cokolwiek. to dopiero dwa spotkania, ale ja nie czuję nic. łzy wypływają ze mnie z łatwością.

nie umiem ubrać w słowa tego stanu. jest tylko magma i docierają do mnie cudze słowa. całą przyjaźń od świata zagarnia moja idealna współlokatorka. nienawidzę jej za to i nienawidzę siebie za tą nienawiść. chcę uciec na koniec świata i znów być sobą, a nie jej cieniem.

Reklama

Nie jest łatwo.

Nie jest łatwo prowadzić bloga, ścigając się z depresją i zaburzeniami odżywiania.

Większość energii życiowej przeznaczona jest na: udawanie, że żyję normalnie, prowadzenie projektów w pracy, próbowanie uniknięcia odpowiedzialności, próbowanie uniknięcia poczucia winy z powodu uniknięcia odpowiedzialności, próbowania kolejnych sposobów, żeby poczuć się lepiej (park, spacer, ciastko, ciasto, jedzenie, spacer, rozmowy przez telefon), leżenie pod kocem, przekonywanie się, że dam radę przeczytać dziś cokolwiek, wychodzenie spod koca, orientowanie się, że minęły trzy godziny.

Druga w kolejności część energii życiowej pożytkowana jest na bicie się z myślami: jestem niczym, jestem kawałkiem gówna, jestem niewarta, nie mam wiedzy, nie mam perspektyw, nie mam sił, jestem zazdrosna, jestem zawistna, nie mam sił oraz na drugim biegunie: przestań tak o sobie myśleć, przestań, przestań się niszczyć, przestań, przestań, przestań, przestań.

W tym wszystkim jest odpowiedzialna praca i chowanie się przed przyjaciółmi. Żeby nikt się nie dowiedział. Żeby nikt nie zmienił o mnie zdania. Żeby widzieli we mnie kogoś fajnego.

Samoakceptacja

“Jak postępujesz, gdy sądzisz, że potrzebujesz miłości innych ludzi? Czy stajesz się niewolnikiem ich aprobaty? Czy prowadzisz sztuczne życie, ponieważ nie potrafisz myśleć, że możesz zostać odrzucony? Czy starasz się odgadnąć ich oczekiwania, a później usiłujesz je spełnić? Szczerze mówiąc, w ten sposób nigdy nie zdobędziesz ich miłości. Będziesz próbował stać się kimś innym niż jesteś, a gdy powiedzą “kocham cię”, nie uwierzysz, ponieważ w rzeczywistości kochają sztuczną atrapę. Zabieganie o miłość innych jest bardzo trudne, a nawet śmiertelnie niebezpieczne. Dążąc do tego można utracić swoje prawdziwe ja.“

Nie rozumiem, czemu nagle nie wierzę w kierowane do mnie „kocham Cię”. Przecież wierzyłam, czułam… Ale faktycznie, to też był czas, kiedy kochałam siebie.

Po trzecie:

Niszczę swój związek. Z impetem. Ironią, sarkazmem, zimnem. Odpycham tak mocno, jak tylko jestem w stanie. A potem płaczę w Jego ramionach, że nie rozumiem siebie, że dostaję od niego tyle ciepła i dobra, i cierpliwości, i wyrozumiałości, a ja taka wstrętna,, odpychająca… On mówi mi, że kocha. Ja milczę, potem mówię, że to dziwne, ja bym siebie nie kochała. Ja nie umiem kochać. Jego też nie umiem kochać. Tak mówię, przerażona.

A potem on odjeżdża i tylko tęsknię, i jestem najlepsza, i chcę, żeby wrócił, żeby był jak najbliżej…

I cały czas mnie mdli. Napięcie żołądka przekracza normy. I tak jem, dużo jem. A może nie za dużo? No własnie, myśli kręcą się tylko wokół tego. Za dużo czy nie za dużo? Jak wyglądają teraz moje uda? Powinnam już dużo ćwiczyć i nic nie jeść? Przecież nie jem za dużo, skoro tylko mnie mdli. Czemu więcj tyję? …nawałnica obłędu. Potem staram się ćwiczyć, i chociaż miałam już dużo pary i wyrobiłam się, nie jestem w stanie zrobić więcej niż pięć powtórzeń. Ciało moje jest tak bezwładne, nie umiem go nakłonić, żeby się wysiliło. W głowie dalej kocioł.

Po drugie:

Całkowite odrętwienie.

Z drugiej strony: wpadanie w histerię. Pamiętam, zachowywałam się tak jak miałam 18, 19, 20 lat, gdy równia pochyła prowadziła mnie w dół. Próba opanowywania się przy chłopaku, a gdy już coś powiem, jestem wstrętna, prowokuję do kłótni, chciałabym, żebyśmy się pobili. I teraz, kiedy to piszę, aż nie chce mi się wierzyć, że to piszę, że to naprawdę ja – spokojna, pełna radości, zawsze wysłuchująca drugiego człowieka, zawsze otwarta i trochę tylko zagubiona.

Jestem przyzwyczajona do tego, żeby się nie skarżyć, i tak szczerze nie znoszę, kiedy inni to robią. Naprawdę nie przeszkadza mi chroniczne zapalenie zatok, trzymiesięczne uziemienie z powodu skręconej kostki, ciągłe bóle brzucha i głowy – one są częścią mnie, znam je, godzę się z nimi, żyję z nimi i w swoim zakresie szukam lekarzy, rehabilitacji, lekarstw, czekając na lepszy czas. Natomiast szczerze, szczerze nienawidzę tego, jak słucham codziennie, codziennie, o problemach, o tym, że głowa boli, że mail nie taki, że ręka zdrętwiała, że nie da się nie patrzeć negatywnie, i każdą moją sugestię, że może być inaczej, torpedować, zbijać. Nie mam siły. Nie mam siły. Nie mam siły. Nie mam siły. Nie mam.

Po pierwsze:

Pochmurność. Ogromna pochmurność. Niechęć do ludzi. Brak uśmiechu.

Wycofanie. Zgaszenie. Bezsilność.

Było straszliwie napięcie, było już takie napięcie – w brzuchu, przełyku, żołądku, które próbowałam zgasić, zdusić, rozluźnić, przemienić, zaczarować, przekląć, i nic nie działało. Aż, kiedy uznałam, że nie dam rady już dłużej go pokonywać – znikło w dużej części, a zamiast tego przyszła ogromna bezsilność. Bezwładność.

Zaczęło się od skręcenia kostki i braku ruchu. Może więc wystarczy wrócić do sportu?

Ale już na jodze, już wtedy, kiedy dostałam ataku duszności, Natalia powiedziała: to mi wygląda na nerwicę. Basia, już nieco spokojniej: obserwuj to, być może warto znaleźć punkt styku. I od tego czasu widzę – coraz rzadziej mam oddech. Coraz więcej mam bólu.

I kiedy muszę być długo skupiona – gasnę. To dopiero od paru dni. Nie mam siły słuchać, nie mam siły słyszeć. Kończę rozmowy i nie chodzi tu o zainteresowanie, tylko o wyczerpanie. W pracy wychodzę ze spotkania, żeby posiedzieć bez tego wycieńczającego słuchania. Pamiętam, już kiedyś tak robiłam. Podobnie.

Kiedy jem coś słodkiego, brzuch spina mnie aż do bólu – ale to tylko emocjonalne napięcie, bo z żołądkiem wszystko w porządku. Nie chce puścić potem.

Mam więcej świadomości, niż miałam, więc czule dbam o siebie, o przestrzeń. Nie pozwalam swojemu mózgowi wyłączyć tego kawałka, który odpowiada za troskę. Jeśli nie będę się o siebie troszczyć – zginę. Tak czuję.

Często boli mnie głowa, szumi w głowie, prawie cały czas mnie mdli. To wewnątrz. Na zewnątrz wytrwałość, uśmiech, dzielność, przyspieszanie, żeby nadążyć za światem.

I nieumiejętność przyznania się do czegokolwiek. Powiedzenia na głos, że mam gorączkę, kiedy ją mam. Powiedzenia, że mam zapalenie tchawicy, kiedy ledwo oddycham. Zawsze najdzielniejsza. Najdzielniejsza, w myślach błagam, błagam, że ktoś usiądzie obok mnie i powie: Magdo, jak się czujesz? Co dzieje się w Twoim życiu? Czym z głębi siebie możesz się ze mną podzielić? Chcę Cię dobrze znać, jesteś ważna.

Od czego jeszcze się zaczęło? Od czytania Sontag i nagłego uderzenia piorunem, że nie spełniam się tak, jak chciałabym.

Zanim pójdę –

Zanim zacznę kolejną terapię (przeszkody w podjęciu decyzji jedynie finansowe, wątpliwości pozostałych brak), chcę wypisać wszystko, co mnie do niej skłania. Co mnie na nią sprowadza.

W momencie, kiedy usiądę w fotelu, wezmę wdech i wypowiem pierwsze słowo… wszystko się okaże, ale chcę mieć ze sobą co nieco przetrawione.

Nie chcę się użalać. Chcę nazwać jak najwięcej spraw z mojej głowy, które chciałabym z czyjąś pomocą wyprostować, ponieważ czuję, że z ich powodu tracę coś ważnego, lekkiego, dobrego. Namierzyć myśli, które męczą mnie i dręczą. Mieć czarno na białym opisany sposób, w jaki sama siebie dręczę.

Ćwiczenie na odzyskiwanie wyboru i branie odpowiedzialności za swoje życie

Napisz 5 rzeczy, które robisz w swoim życiu, ale tego naprawdę nie lubisz i robisz je z dużym oporem (mówisz sobie jednak, że musisz lub powinnaś je robić – nie masz wyboru).

1. Nie lubię sprzątać mieszkania, bo panuje w nim zaduch i podczas sprzątania czuję się jeszcze gorzej.

2. Nie lubię wchodzić w rozmowy z moim chłopakiem, bo mam wrażenie, że zawsze się przepychamy i nigdy nie docieram do miejsca, w którym poczułabym się wolna i rozumiana.

3. Nie lubię szukać ofert do tworzenia stron, bo mam wrażenie, że jestem na z góry przegranej pozycji, którą wszyscy odrzucą.

4. Nie lubię się odchudzać, bo mimo dużego fizycznego zmęczenia nie widzę efektów.

5.

Zapisz jak się czujesz wykonując te działania:

1. Zniechęcona, zmęczona, bez energii.

2. Samotna, nierozumiana, bezsilna.

3. Gorsza, bez umiejętności, bez perspektyw.

4. Zniechęcona, zmęczona, zrezygnowana.

5.

Przeformułuj te powinności używając zdania: Chcę/decyduję się robić…., ponieważ chcę spełnić potrzebę…..(…jest dla mnie ważne…).

1. Decyduję się sprzątać mieszkanie, ponieważ jest dla mnie ważne, żeby żyć w jasnej, poukładanej przestrzeni.

2. Decyduję się rozmawiać z chłopakiem, ponieważ chcę spełnić potrzebę szczerości i otwartości w związku.

3. Decyduję się szukać oferty do tworzenia stron, ponieważ jest dla mnie ważne być niezależną finansowo i rozwijać moje umiejętności.

4. Decyduję się odchudzać, ponieważ chcę spełnić potrzebę troski i miłości dla swojego ciała.

5.

Sprawdź, czy jakieś Twoje potrzeby nie są spełnione, gdy decydujesz się na powyższe działanie (wystawianie faktur).

1. Łatwość działania, dobre samopoczucie.

2. Poczucie dobrostanu w związku.

3. Potrzeba bycia specjalistką w swojej dziedzinie.

4. Łatwość działania, dobre samopoczucie.

5.

Czy mogłabyś znaleźć inny sposób działania łączący obie potrzeby/grupy potrzeb? Wypisz co najmniej 3.

1. – włączenie radosnej muzyki do sprzątania; – robienie tego w sposób przemyślany i zaplanowany; – dbanie o przestrzeń po trochu codziennie.

2. – szczere wyjaśnienie, co się ze mną dzieje; – wspólna wizyta u psychologa; – spędzanie więcej czasu razem.

3. – wzięcie udziału w szkoleniach z konkretnej dziedziny (pisanie stron); – poświęcanie tygodniowo dwóch godzin na naukę nowej technologii; – zaufanie swoim obecnym możliwościom.

4. – oglądanie motywujących filmów o miłości do swojego ciała; – medytacja na świeżym powietrzu; – chodzenie na wzmacniającą jogę.

5.

dorosnę.

Co jakiś czas czuję się zmuszona przez swoją głowę (czy ktoś to jeszcze zna? taki brak połączenia z samym sobą, że długo mówiłam o swoim ciele, jakby było osobnym bytem – jak widać, wciąż tak robię) do poszukiwania nowej drogi. Najczęściej brakuje mi odwagi do wyjścia nawet na krok poza strefę komfortu i zupełnie bezradnie, a jednocześnie z wielką nadzieją sięgam do warsztatów, książek, wywiadów, spotkań, mając nadzieję, że znajdę jakąś myśl, którą postanowię wdrożyć i ta myśl, myśl za myślą, doprowadzą mnie dalej, niż jestem…

Czy to totalny brak akceptacji dla tego, co jest tu i teraz, tak mnie trzyma w miejscu?

Możliwe.

Wiele już stworzyłam teorii, wiele natrętnych myśli próbowało mnie już zamęczyć. A gdzieś w międzyczasie trafiłam na blog gdybymdorosla.com i poruszyła mnie trafność i moc pytania, które zadaje autorka: co by się stało gdybym w tej czy innej sytuacji potrafiła „dorosnąć”? Jak wyglądałoby moje życie? Oczywiście, ileś lat na karku i etat „zobowiązują” do dorosłości. Ale gdyby jednak pojawiło się we mnie trochę więcej odpowiedzialności za to, co robię…? Jakie rzeczy bym wtedy robiła…? A gdybym była za nie na tyle odpowiedzialna, że potrafiłabym zaryzykować… porażkę? Nawet taką na całej linii?

Zadawałam już sobie podobne pytania po przeczytaniu książki Clarissy Pinkola Estes Biegnąca z wilkami i pamiętam, że kilka tygodni od przeczytania było wypełnione przygodami, odważnymi decyzjami, pewnością siebie i ogromem działania. Chciałoby się jeszcze… A teraz wrócił do mnie blog i jak się okazało, również możliwość odbycia kursu w Wirtualnej Dojrzewalni.

Więc skorzystałam.

I czeka mnie mniej więcej pół roku (może mniej? ja wszystko przyspieszam) dorastania i zobaczymy, dokąd mnie to wszystko zaprowadzi. Ja zawsze chcę daleko.

 

PS. Złości mnie, że programy rozwoju są tak bardzo… kobiece (w swoim medialnym wizerunku). Terapeuci, psychologowie, seksuologowie wypowiadają się na głos tylko w programach i tekstach skierowanych do kobiet. Rozwój jest kobietą? Złość mnie bierze. Tak często nie wiem, jak podpowiedzieć mojemu chłopakowi pomysły i narzędzia, z których mógłby skorzystać w ciężkich chwilach, żeby nie wyjść na ezoteryczną wariatkę. Uściślam – mój chłopak jest zupełnie otwartym na świat człowiekiem, również zdeterminowanym w walce ze swoją depresją. Na te same pomysły moje koleżanki (bez depresji) odpowiadają: super, ciekawe, może spróbuję? Długa droga. I żal mi drogich panów.

PS2. A propos mojego “ja zawsze chcę daleko”, kubeł zimnej wody na początek : Według dr Roberta Maurera, autora książki “Filozofia kaizen. Jak mały krok może zmienić Twoje życie”,: “Twój mózg uwielbia pytania i nie odrzuci ich …o ile pytanie nie jest na tyle istotne, że uaktywni lęk. Pytania w rodzaju “Jak mam schudnąć (albo wzbogacić się czy znaleźć męża) przed końcem roku?” albo “Jakie nowe produkty przyniosą naszej firmie miliony dolarów?” są niezwykle trudne i przez to zatrważające. (…) Zamiast uraczyć nas radosną odpowiedzią, nasz mózg, czując strach, ogranicza twórczość i blokuje dostęp do kory (myślącej części mózgu) wtedy, gdy najbardziej jej potrzebujemy. (…) Zadając małe, delikatne pytania, utrzymujemy reakcję “walki lub ucieczki” w uśpieniu.”  – Ewa Panufnik, kurs Wirtualnej Dojrzewalni